czwartek, 14 maja 2015

Nowy Orlean cz.5: cmentarze/english version soon

Chciałabym napisać, że to już ostatnia notka o Nowym Orleanie, ale nie. Podzielę się jeszcze z Wami tym, co mam na kliszy, kiedy ją wywołam i polaroidami. Na 'koniec' relacji z wrażeń zostawiłam jednak coś w pewnym sensie specjalnego. Nowoorleańskie cmentarze. Jest ich kilka. Dwa z najsłynniejszch kompleksów to St. Louis i Lafayette. Ten pierwszy składa się z trzech cmentarzy w obrębie French Quarter. Na teren St. Louis No.1 wejść można po opłaceniu przewodnika ($25!), z czego oczywiście zrezygnowaliśmy. Jest na nim pochowana królowa voodoo - Marie Laveau (znacie ją z American Horror Story Coven, to ona przekonała Madame LaLaurie do wypicia eliksiru wieczności i ona też prowadziła salon fryzjerski). Podobno cmentarz został zamknięty dla turystów ponieważ ludzie stawiali krzyżyki na jej grobie, miały one przynieść szczęście i pomóc w spełnieniu życzeń. Władze miasta zirytowały się koniecznością częstego doczyszczania grobu i ustaliły, że wstęp bez przewodnika jest zabroniony. 
I'd write it's the last one post about New Orleans, but I have more photos coming soon to share with you. There are some Polaroids and film I need to take to a lab when I get back to Poland. For this kind of end I saved something special - cemeteries. There is a few of them in New Orleans, two of the most famous - St. Louis and Lafayette. The first one is a complex of three different cemeteries in the area of French Quarter (the third one is a little bit further from the two first). You can visit St. Louis No. 1 after paying for a tour guide ($25!), what we did not do, of course. As the best of my knowledge, Marie Laveau is buried right there - the voodoo queen (you know her from American Horror Story: Coven, she's the one who made Madame LaLaurie drink the potion of immortality, and she is the one who owns a hair salon). As they say, this cemetery was closed for public and tourists without a guide, because people used to mark Marie Laveau's grave with crosses, what was supposed to make dreams and wishes come true. The city was done with spending their money on neverending cleaning the grave, so they decided the entering without a guide is forbidden.

Na szczęście pozostałe cmentarze są otwarte dla każdego. 
Fortunately, the rest cemeteries is open for public without any fee.

Powstały one w XVIII/XIX wieku i nie różnią się za bardzo od siebie. Są jednak zdecydowanie inne od tradycyjnych amerykańskich cmentarzy - pewnie widzieliście na filmach te równiusieńko przycięte, soczyście zielone trawniczki z których wystają rzędy jednakowych krzyży albo tylko kamienie nagrobkowe znaczą miejsce. I nic ponadto. Dorastając w Polsce przyzwyczaiłam się do marmurowych czy granitowych płyt, chaosu wzorów, alejek tylko pozornie zorganizowanych, zadumanych figur, pyzatych aniołków i świętych patrzących w przestrzeń z tą pustką wieczności w oczach. To trochę jak Nowy Orlean, tylko że tam jest piękniej - stare, nadgryzione tym cliché zębem czasu katakumby i grobowce, mauzolea powoli obracające się w pył - tak wolno, że życia braknie, aby temu poświadczyć. Zarośnięte trawą i ciszą. Romantycznie smutne, opuszczone, ale pełne życia. Tutaj... Tutaj jest inaczej, spokojniej. Jakby Nowy Orlean nabierał powietrza w te swoje podziurawione płuca, medytował. 
The cemeteries was opened in XVIII/XIX century, and look pretty similar one to another, but way different from the American cemeteries - I bet you saw those neatly cut green grass with even more nearly aligned rows of tiny crosses or grave stones, maybe with a flower here or there, and nothing more. Growing up in Poland, I got used to marbled or or granite graves, the chaos of patterns, valleys just in theory organized, but in real not less chaotic than patterns over there, thoughtful figures, chubby angels and saints looking at you with the emptiness of eternity. It is a little bit like New Orlean, but its way more beautiful there - old, wrecked by time catacombs, graves, mausoleums slowly turning into dust - so slow that your life is not enough to witness. Overgrown with grass and silence. Romantically melancholic, abandoned but so full of life. There... There is different, more peaceful. Like New Orleans was breathing through those weird lungs, meditated. 

Wyobraźcie teraz sobie te wszystkie pogrzeby jazzowe. Magia, prawda? Nowy Orlean na wskroś przesycony jest magią. 
Can you imagine all those jazz funerals happening around? Magical, isn't it? New Orleans is surrounded by magic.  

Ach. A powód dla którego groby wyglądają tak a nie inaczej wcale nie jest związany z obawą przed zanieczyszczeniem wód gruntowych. Ich architektura i struktura jest wynikiem hiszpańskich i francuskich wpływów wchodzących w interakcję z wierzeniami ludności, z religią voodoo też. 
Ah! An the reason why the cemeteries here look that way is not really the fear of poisoning ground water, but Spanish and French influences on architecture of the city, as well as believes of people living there, also with voodoo cult. 

A teraz jeszcze jedna rzecz do wyobrażenia: Halloween w Nowym Orleanie! 
And one more thing to imagine - Halloween in New Orleans!






























I czas wracać do 'domu'. W niedzielę po południu, po odwiedzeniu Lafayette i kawie w Starbucksie ruszyliśmy w drogę. Drogę, która była nie mniej magiczna.
And the time to set off home came. Saturday, after visiting Lafayette and my coffee at Starbucks, we got on the car, and off we went. The road was not any less magical than the city. 









Chyba wspomninałam, że przed wycieczką dopadło mnie przeziębienie. Cały czas doleczałam się cukierkami na ból gardła. I jeden do mnie nawet przemówił: inspire envy - inspiruj zazdrość. Aż sobie pomyślałam, że cukierek nie mógł być bardziej w błędzie (tak, miałam dialog z cukierkiem!). Bo ważne jest to, żeby inspirować ludzi do wykraczania poza samych siebie, rozwijania się, odkrywania, nie do zazdroszczenia. Jeśli ja jestem w stanie coś zrobić, to znaczy, że każdy może - przy odrobinie pracy i wysiłku. 
Have I mention already that before the trip I was caught by flu? I had been trying to cure my sore throat with cough drops during the whole adventure . And one cough drop spoke to me with the words of wisdom: inspire envy. That got me thinking, it could not be more wrong (yeah, I had an argument with a cough drop!). Because what is important to inspire people to getting out of their comfort zones, developing their talents, not envying. If I am able to do something, with a little bit of effort and work, you are able, too.

Uściski!
Hugs!