środa, 15 października 2014

04.01.2014, U.S.A., MA, Boston, Museum of Fine Arts: Harmony/Muzeum Sztuk Pięknych: Harmonia

Kawałek czasu temu, kiedy jeszcze byłam w Bostonie (styczeń, tuż po nowym roku) udało mi się odwiedzić jedno z piękniejszych muzeów, jakie miałam szansę zobaczyć w swoim życiu. Byłam tam dwa razy, i uwierzcie, że ciągle są tam korytarze, w których nawet nie postawiłam swojej stopy.

Dzień był mroźny, tuż po tym, jak Stany Zjednoczone zostały sparaliżowane przez 'burzę śnieżną' (w Polsce to po prostu śnieg). Poniżej zdjęcie parku znajdującego się na przeciwko muzeum. Jak widać nie było aż tak źle.

Światło było przepiękne, chłodne, kolory głębokie. A ja wystraszona. Muzeum jest przeogromne, ale piękne. Natłok obrazów, figurek, majestatycznych mebli, reliktów przeszłości, wspomnień tych, którzy zamieszkiwali Amerykę przed najazdem Europejczyków. 

Co mnie zadziwiło, to niezwykła harmonia tego miejsca. Mimo natłoku obiektów i ludzi, tysięcy spojrzeń, mnogości butów, odnalazłam tam spokój, ład. Taką małą Nirvanę. Jak by samo miejsce zawieszone było gdzieś pomiędzy, na granicy czasu. Pomiędzy ruchem wskazówek zegara, a ludzie je odwiedzający byli tylko nieistotnym cieniem obecności. Tę atmosferę też próbowałam uchwycić na zdjęciach, urzeczona przestrzenią, rozplanowaniem, jakby wszystko znajdowało się na dokładnie swoim miejscu. 







 To mój ulubiony korytarz: z tymi cudnymi popiersiami i statuami. Jakby dusze filozofów zamieszkiwały kamień. Jakby prowadziły konwersację na temat niepojęty dla ziemskich bytów. Z uśmiechem wspominam, jak przemykałam tym korytarzem na palcach, próbując nie zburzyć tej atmosfery zbyt głośnym oddechem.

 A tu zbliżamy się do mojej ulubionej rzeźby. Nie wiem czemu ulubionej. Czy to po prostu ten korytarz, czy cała poza, w jakiej ta Osoba została uchwycona... Jej śmiałe spojrzenie w obiektyw. I tu też widać, że ten to, gdzie coś się w tym muzeum znajduje było dokładnie przemyślane, zaplanowane. Gdyby Rzeźba znajdowała się w innej sali, myślę, że mogłaby utracić coś, tę niezwykłą magię, cień życia.






 I jeszcze jedno. Kolory i światło. Nawet przy mojej śmiesznie niepoważnej znajomości aparatu, udało mi się zrobić kilka ładnych zdjęć. Ot, wystarczyło, że stanęłam naprzeciwko i nacisnęłam spust migawki. 






To tyle na dziś. Będzie więcej.