wtorek, 12 listopada 2013

Wilk politycznie: Psycholog

Tych kilka nieparzyście dobranych liter, śmiesznych spółgłosek i nie mniej zabawnych samogłosek, w których mieści się znaczenie. Etykieta. Mniej, lub bardziej niewinny kod, który każdemu wskaże odrobinę inny pejzaż. Skorupa, którą łatwo można rozbić.

Słowo.

To słowo mnie przerasta, nie dorastam do tego słowa. Jeszcze nie dorosłam. Pulsuje nade mną, jak czerwona, ostrzegawcza lampa, w pustej i smutnej ciszy odpowiedzialności. Za samego siebie przede wszystkim i za moje własne działania, które mogą rezonować w życiu innych, jak kamień rezonuje słabnącymi kręgami na tafli jeziora. Jak kropla deszczu, która wzburza mętną kałużę.

Kilka dni temu ciśnięto we mnie tym słowem, jakby ciskano orzechem włoskim. Twardym, ściśniętym niewinnie w skorupce, skulonym tak bezpiecznie pod zdrewniała tarczą, jak noworodek zawinięty w koce. Uśmiechnęłam się swoim najpiękniejszym z kolekcji społecznych uśmiechem. Tak, tak. Jestem z siebie dumna. Psycholog. Jak to pięknie brzmi. Jakie to ciągle puste, nienapełnione znaczeniem słowo. Skorupa bez orzecha. Bezbronna łupinka. Ta zewnętrzna strona. Kołdra, bezpieczny koc, pod którym można się skulić odpierają ataki bolesnej rzeczywistości.

Nie wiem nic. Nie mam o niczym najmniejszego pojęcia. Taki ze mnie psycholog. Mogę Ci opowiedzieć o Freudzie, Hipokratesie i Skinnerze. Jeśli chcesz, wymienię podział zaburzeń osobowości według DSM IV i może nawet ICD a potem powiem, jak bardzo terapie są nieskuteczne w róznych przypadkach. Potem opiszę, dlaczego Prozac działa i co ma wspólnego miłość z endorfiną, wazopresyną i oksytocyną, a żeby nie kończyć tak smutno przytocze kilka paragrafów z kodeksu etycznego, którego przestrzeganie jest jedynie sprawą honoru i indywidualnego prawa precedensowego.

Jestem psychologiem. Moje naiwne ego rośnie w siłę, wypina pierś dumnie, pręży obliczę w stronę słońca. Narcystycznie obstępluję sobie ściany swojego pokoju tą małą, śmieszną pieczątką, na której drobniutkie literki, słowo, które wyrasta ponad mnie zostało wycięte w tej stereotypowo burej gumie. Psycholog.

Po raz kolejny i tego roku wypuszczono na świat nierozgarniętą bandę kreatur, które nie będą nawet próbowały poddać w wątpliwość swoich kompetencji. Uwierzą w swoją siłę, wiedzę i wiarę, beztrosko próbując uszczęśliwić świat. Ilu wśród nich jest tymi, którym warto zaufać? Który z nich będzie się z dbałością i troskliwością rozwijać dalej? Kto będzie pracować cężko? Kogo prywatne kazusy nie będą przeinterpretowywały prawa na własną, egoistyczną korzyść? Kto zachowa chociażby resztki pokory? Kto nie uwierzy, że jednak nie posiadł i raczej nie posiądzie żadnej boskiej, ponadnaturalnej siły? Kto pozwoli innemu na jego inność i oprze się pokusie naginania go według własnej woli? Kto będzie w stanie zdobyć się na uważność względem drugiej istoty?

I kto w ogóle zada sobie jakiekolwiek pytanie?