czwartek, 12 września 2013

Wilk politycznie po raz pierwszy: kwestia seksualności wampirów

Wydaje mi się, że seriale i filmy powinny być atestowane przez psychologów, tak jak zabawki dla dzieci. Bo niektóre są bardzo niebezpieczne dla psychiki i rozwoju.

Oglądam True Blood, już drugi sezon. Przyznam, że do wszelkiego rodzaju produkcji z wampirami podchodzę raczej nieufnie. Ciężko ten temat ująć dobrze, prawie niemożliwym jest ujęcie go tak, aby nie pojawiły się elementy komediowo żałosne. Od Draculi Brama Stokera chyba nikomu się to nie udało.

Mitologie wampirów są różne. Ogólnie pojawiającym się motywem jest ich niechęć do słońca i upodobanie dla krwi. Ludzkiej. Mają zęby. Takie wystające kły. A reszta to już kwestia indywidualnej wyobraźni autora. W True Blood te stworzenia nawet koegzystują z ludźmi. WOW. Oczywiście jest nienawiść rasowa, zabijanie kołkopodobnymi przedmiotami... Kiedy pierwszy raz zobaczyła jak wygląda i co się dzieje po zabiciu wampira kołkiem, parsknęłam śmiechem. Potem śmiałam się jeszcze przez chwilę. Wcześniej i później miałam więcej takich momentów. Wszystko przez niedorzeczność. Głęboką niedorzeczność.

Wydaje mi się, że większość bohaterów jest mocno niestabilna emocjonalnie, dramatycznie chwiejna i ma problemy z tożsamością. Takie uroki okresu dojrzewania, cóż. Też miałam huśtawki, fakt. Ale z tego co pamiętam część moich bliskich znajomych i przyjaciół albo nie doświadczała ich tak drastycznie, albo tego nie okazywała. Natomiast w serialu każdy bohater z osobna. Na przykład Suki - najpierw Billa nienawidzi, potem go kocha. Przychodzi do niego z pretensją, że zabił jej wujka a kończy się sceną łóżkową. Bogowie! Czy to tak działa, czy ja mam jakiś problem? A biedny Bill wystaje pod jej drzwiami, bo ona niby taka wyjątkowa. Bo po raz pierwszy od stu-iluś-tam lat się zakochał.

Z psychologicznego punktu widzenia, nie wierzę. Chyba, że psychologia wampirów jest inna. Wypadałoby przeprowadzić badania. W końcu one przedłużać swojego gatunku nie muszą, prawdziwa zagwozdka dla Darwina.

Zresztą, sama seksualność. Pierwszy odcinek nie był taki straszny pod względem logicznych wpadek, nawet dało się go oglądać. Pomijając już, że miałam nieodparte wrażenie, że oglądam film pornograficzny. I to jeszcze taki kiepski. Ale wiadomo, kobiety różnią się trochę potrzebami od mężczyzn, są nawet wytwórnie które dostosowują 'towar' do tych specyficznych potrzeb. Ot, ładne, estetyczne filmy z naciskiem na łóżkową namiętność. Takie wizualne Harlequiny bez treści dodatkowej. Ale odpowiedzcie mi, dlaczego pokazujecie ludziom takie sceny na antenie? Czym się różni film pornograficzny od produkcji HBO? Że nie ma zdecydowanego zbliżenia na narządy intymne? Ale jak facet wykopuje się z grobu i rzuca na dziewczynę, i od razu w nią wchodzi, że tak powiem, bez żadnej rozgrzewki czy coś, a ona przed chwilą omal nie umarła z przerażenia... W sumie tak, też mam takie doświadczenia.

Nie.

Jako kobieta raczej mam potrzebę, żeby mnie najpierw przytulić, pogłaskać, pocałować w czółko. Tym dłużej im bardziej wcześniej byłam przestraszona/zła/smutna/zdenerwowana. Nawet jak jestem kosmicznie stęskniona, najpierw lubię się przytulić. Wiecie, wcisnąć nos w zagłębienie pomiędzy szyją a ramieniem.

Ale czego ja wymagam od serialu, w którym empatia wszystkich bohaterów razem wziętych może wypełniłaby łyżeczkę do herbaty... Przyjaciółka przychodzi do przyjaciółki z problemem a ta dosyć egoistycznie wrzeszczy na nią i wyrzuca za drzwi, bo sama ma problem i to JEJ problem jest większy i ważniejszy. Och. Albo w pierwszym sezonie, już pod koniec, kiedy wyszło kto mordował te wszystkie dziewczyny i Suki podziabała go szpadlem... Leży biedactwo pobite, z fioletowym ślepiem. I ta biedna niedoszła żona psychopaty przyszła z kwiatami. Widać, potrzebuje kobieta jakiegoś wsparcia, czegoś. Wpada brat Suki i od razu z tekstem, że gdyby mógł, to zabił by go jeszcze raz.

Nosz....

Przecież telewizja ma wpływ na tysiące ludzi. Młodych, starszych. Pokazuje wzorce. I to często bardzo złe. Mówi się tyle o edukacji, o pomocy. Dlaczego nie zacząć od tak podstawowego przekaźnika, jakim są seriale? Nie mówię - zrobić z tego mdłe i nudne szkółki niedzielne z religią w tle. Ale uczyć o szacunku, o empatii względem drugiego człowieka. Pokazywać jakąś prawdę. Nie pokazywać młodym dziewczynom, że jeśli będą szantażowały partnera emocjonalnie, to biedaczek zrobi dla nich wszystko. Nie pokazywać mężczyzny jako księcia z bajki, który będzie stał za swoją księżniczka do śmierci. Pokazać ludzi z wadami i zaletami, którzy muszą się zrozumieć, dogadać, wysłuchać i osiągnąć konsensus. Porozumieć się w konstruktywny sposób. Bez podnoszenia głosu.

Pokazać chłopcom, jakie są potrzeby dziewcząt w łóżku. Nie pornografię. Prawdę. Pokazać dziewczętom, czego oczekują mężczyźni.

Nie, przecież to by się nie sprzedawało. A wyedukowanymi ludźmi trudniej się manipuluje. No a gdyby było tak cudownie, w utopijnym świecie psychologowie mogliby stracić rację bytu i całkiem niezły zarobek z terapii ludzi z problemami.