poniedziałek, 12 stycznia 2015

[3.01.15] Shopping czyli dowód na to, że mam z tym problem

Więc wróciłam z Nowego Jorku (jakieś półtora tygodnia temu (wiem, czekacie na zdjęcia, ciągle je próbuję ogarnąć). I pierwsze co, to stęskniona za Anią, zgodziłam się wybrać z nią na zakupy. Tak tylko do towarzystwa, w mojej naiwnej wyobraźni. W efekcie kupiłam więcej, niż Ania :P

Jakoś tak mi się lepiej nosi amerykańskie ubrania. Są w miarę przyzwoitej jakości, i całkiem tanie, jeśli się trafi na dobre promocje. A to akurat był ostatni gwizdek na poświąteczno-posezonowe wyprzedaże w North Georgia Premium Outlets. Chociaż tak na prawdę to mam wrażenie, jakby tu cały czas były wyprzedaże a co dwa tygodnie wchodziła nowa kolekcja. Ale ja tak na zakupy chodzę - mallów unikam jak diabeł święconej wody, bo wiem, że jak już raz się wybiorę, to będzie ciężko.



Oczywiście Starbucks musiał być po drodze. I chwila dla Instagrama. W drodze do Atlantic Station - innego miejsca zakupowego.



A tu już Atlantic Station i jego kilka uroczych sklepów. W jednym z nich znalazłam fajny sposób na prezentowanie biżu. Tak, to takie moje małe zboczenie, jako osoby, która sama biżu robi (:






I w końcu poszukiwanie jedzenia. Z moimi gluten free fanaberiami. Ania dała się namówić na moją ulubioną pizzerię :D



I w końcu część z upolowanych skarbów: spodnie, sweterek i ziomalska bluza :D




A przy okazji wywołałam wreszcie moje trzy pierwsze klisze! (((:

I nie, chociaż raz w życiu nie żałuję, że wydałam na siebie pieniądze (tak mamo, wiem, powinnam oszczędzać). Bo człowiek dobrze ubrany jest weselszy i bardziej pewny siebie. O. choćby tyle z teorii inwestowania. To czego się tu uczę to bycie pewnym siebie i nie przepraszanie za to, że istnieję. Chociaż ciągle podziwiam Amerykanów za to, że kelnerowi potrafią zwrócić uwagę nawet jeśli z ich jadzeniem jest coś nie w porządku, a ja uznałabym to za bardzo mało istotne i nie robiła kłopotów (;