Stany mogą być piękne. Czasem. Są tutaj jeszcze zakątki tylko delikatnie dotknięte przez ludzi, nie zniszczone tak bardzo przez naszą wszechobecność. I jednym z takich pięknych miejsc jest Lake Lanier. Wiosenny dzień w Georgii. A wiosna zaczyna się tu w styczniu (;
niedziela, 12 kwietnia 2015
czwartek, 2 kwietnia 2015
Las zwany parkiem
Parki. Te tutaj są magiczne. Owszem, można znaleźć te miejskie, jak w Europie - z asfaltowymi alejkami albo płytami (te niezbyt często), ale spora część przypomina urokliwe zagajniki z leśnymi ścieżynkami, drewnianymi mostkami, strumyczkami i rzeczkami. Ten jeden znajduje się w okolicach Gainswille, gdzie dokładnie - nie pamiętam, ale na pewno warto było spędzić tam jedną ze styczniowych (tak, styczniowych, nie dość, że zaległa notka to jeszcze jaka pogoda!) niedziel.
czwartek, 26 marca 2015
Walentynki w Stanach
To ogólnie bardzo duży deal. I jak każde inne święto okazja do zarobienia pieniędzy na wszystkich tych kartkach, czekoladkach i innych. A zaraz po Walentynkach na półki sklepowe oczywiście wjeżdżają już kurczaczki i zajączki, bo jakże by tak.
Ja się w zeszłym roku trochę zgapiłam i tak mi przeleciało do święto bez kartek i czekoladek (rozdawania) bo chłopaka nie ma ani nikogo takiego do kochania nie było. Tak, jakby świętować związki można było tylko w ten dzień... Ale w tym roku nadrobiłam!
I oczywiście znane i lubiane sweet hearts (dwie wielgachne torebki w spiżarni do dzisiaj leżą, nie żartuję!)
A po słodycze na promocji! :D
Ja się przed świętowaniem z A. trochę opierałam jednak, że niby nam to niepotrzebne i tak dalej. Walentynki wypadały na sobotę, dlatego my sobie rozpustny dzień zrobiliśmy w niedzielę. Ze śniadaniem do łóżka. Śniadaniem w sensie truskawek w czekoladzie i jabłka dla mnie ^^
A potem na późny lunch rozpusta - Melting Pot - restauracja w której cały posiłek jest serwowany w formie fondue. Powiem, że w życiu nie jadła niczego fajniejszego i tak dobrego. Ba! Nawet do zjedzenia krewetek się tutaj dałam przekonać!
I w ogóle Francja elegancja, bo zaczęło się od przystawek, potem mała sałatka, później danie główne...
...a później deser!
I Martini czekoladowe na zakończenie.
Ruszyć się nie mogłam. Cena kosmiczna. Ale raz w życiu było warto. Absolutnie.
piątek, 20 lutego 2015
Piracki minigolf
Minigolf. To takie amerykańskie, nie? Też było na mojej liście. Pierwszy raz A. zabrał mnie w ramach urodzinowo-przeprosinowej niespodzianki. I było fajnie, ale...
Nie aż tak fajnie, jak tym razem. Po pierwsze dlatego, że już wiedziałam z czym to się je i się trochę rozluźniłam. A po drugie, bo to piracki minigolf był. Tematyczny, w łódce. I pogoda przednia. Luty, nie? Atlanta (;
I wszystkie te stracone piłeczki...
Selfie też musi być!
I czas wracać...
Ale wcześniej, kożystają z pięknej pogody jeszcze bezglutenowa pizza w parku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































