Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Orlean/New Orleans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Orlean/New Orleans. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 maja 2015
czwartek, 14 maja 2015
Nowy Orlean cz.5: cmentarze/english version soon
Chciałabym napisać, że to już ostatnia notka o Nowym Orleanie, ale nie. Podzielę się jeszcze z Wami tym, co mam na kliszy, kiedy ją wywołam i polaroidami. Na 'koniec' relacji z wrażeń zostawiłam jednak coś w pewnym sensie specjalnego. Nowoorleańskie cmentarze. Jest ich kilka. Dwa z najsłynniejszch kompleksów to St. Louis i Lafayette. Ten pierwszy składa się z trzech cmentarzy w obrębie French Quarter. Na teren St. Louis No.1 wejść można po opłaceniu przewodnika ($25!), z czego oczywiście zrezygnowaliśmy. Jest na nim pochowana królowa voodoo - Marie Laveau (znacie ją z American Horror Story Coven, to ona przekonała Madame LaLaurie do wypicia eliksiru wieczności i ona też prowadziła salon fryzjerski). Podobno cmentarz został zamknięty dla turystów ponieważ ludzie stawiali krzyżyki na jej grobie, miały one przynieść szczęście i pomóc w spełnieniu życzeń. Władze miasta zirytowały się koniecznością częstego doczyszczania grobu i ustaliły, że wstęp bez przewodnika jest zabroniony.
I'd write it's the last one post about New Orleans, but I have more photos coming soon to share with you. There are some Polaroids and film I need to take to a lab when I get back to Poland. For this kind of end I saved something special - cemeteries. There is a few of them in New Orleans, two of the most famous - St. Louis and Lafayette. The first one is a complex of three different cemeteries in the area of French Quarter (the third one is a little bit further from the two first). You can visit St. Louis No. 1 after paying for a tour guide ($25!), what we did not do, of course. As the best of my knowledge, Marie Laveau is buried right there - the voodoo queen (you know her from American Horror Story: Coven, she's the one who made Madame LaLaurie drink the potion of immortality, and she is the one who owns a hair salon). As they say, this cemetery was closed for public and tourists without a guide, because people used to mark Marie Laveau's grave with crosses, what was supposed to make dreams and wishes come true. The city was done with spending their money on neverending cleaning the grave, so they decided the entering without a guide is forbidden.
Na szczęście pozostałe cmentarze są otwarte dla każdego.
Fortunately, the rest cemeteries is open for public without any fee.
Powstały one w XVIII/XIX wieku i nie różnią się za bardzo od siebie. Są jednak zdecydowanie inne od tradycyjnych amerykańskich cmentarzy - pewnie widzieliście na filmach te równiusieńko przycięte, soczyście zielone trawniczki z których wystają rzędy jednakowych krzyży albo tylko kamienie nagrobkowe znaczą miejsce. I nic ponadto. Dorastając w Polsce przyzwyczaiłam się do marmurowych czy granitowych płyt, chaosu wzorów, alejek tylko pozornie zorganizowanych, zadumanych figur, pyzatych aniołków i świętych patrzących w przestrzeń z tą pustką wieczności w oczach. To trochę jak Nowy Orlean, tylko że tam jest piękniej - stare, nadgryzione tym cliché zębem czasu katakumby i grobowce, mauzolea powoli obracające się w pył - tak wolno, że życia braknie, aby temu poświadczyć. Zarośnięte trawą i ciszą. Romantycznie smutne, opuszczone, ale pełne życia. Tutaj... Tutaj jest inaczej, spokojniej. Jakby Nowy Orlean nabierał powietrza w te swoje podziurawione płuca, medytował.
The cemeteries was opened in XVIII/XIX century, and look pretty similar one to another, but way different from the American cemeteries - I bet you saw those neatly cut green grass with even more nearly aligned rows of tiny crosses or grave stones, maybe with a flower here or there, and nothing more. Growing up in Poland, I got used to marbled or or granite graves, the chaos of patterns, valleys just in theory organized, but in real not less chaotic than patterns over there, thoughtful figures, chubby angels and saints looking at you with the emptiness of eternity. It is a little bit like New Orlean, but its way more beautiful there - old, wrecked by time catacombs, graves, mausoleums slowly turning into dust - so slow that your life is not enough to witness. Overgrown with grass and silence. Romantically melancholic, abandoned but so full of life. There... There is different, more peaceful. Like New Orleans was breathing through those weird lungs, meditated.
Wyobraźcie teraz sobie te wszystkie pogrzeby jazzowe. Magia, prawda? Nowy Orlean na wskroś przesycony jest magią.
Can you imagine all those jazz funerals happening around? Magical, isn't it? New Orleans is surrounded by magic.
Ach. A powód dla którego groby wyglądają tak a nie inaczej wcale nie jest związany z obawą przed zanieczyszczeniem wód gruntowych. Ich architektura i struktura jest wynikiem hiszpańskich i francuskich wpływów wchodzących w interakcję z wierzeniami ludności, z religią voodoo też.
Ah! An the reason why the cemeteries here look that way is not really the fear of poisoning ground water, but Spanish and French influences on architecture of the city, as well as believes of people living there, also with voodoo cult.
A teraz jeszcze jedna rzecz do wyobrażenia: Halloween w Nowym Orleanie!
And one more thing to imagine - Halloween in New Orleans!
I czas wracać do 'domu'. W niedzielę po południu, po odwiedzeniu Lafayette i kawie w Starbucksie ruszyliśmy w drogę. Drogę, która była nie mniej magiczna.
And the time to set off home came. Saturday, after visiting Lafayette and my coffee at Starbucks, we got on the car, and off we went. The road was not any less magical than the city.
Chyba wspomninałam, że przed wycieczką dopadło mnie przeziębienie. Cały czas doleczałam się cukierkami na ból gardła. I jeden do mnie nawet przemówił: inspire envy - inspiruj zazdrość. Aż sobie pomyślałam, że cukierek nie mógł być bardziej w błędzie (tak, miałam dialog z cukierkiem!). Bo ważne jest to, żeby inspirować ludzi do wykraczania poza samych siebie, rozwijania się, odkrywania, nie do zazdroszczenia. Jeśli ja jestem w stanie coś zrobić, to znaczy, że każdy może - przy odrobinie pracy i wysiłku.
Have I mention already that before the trip I was caught by flu? I had been trying to cure my sore throat with cough drops during the whole adventure . And one cough drop spoke to me with the words of wisdom: inspire envy. That got me thinking, it could not be more wrong (yeah, I had an argument with a cough drop!). Because what is important to inspire people to getting out of their comfort zones, developing their talents, not envying. If I am able to do something, with a little bit of effort and work, you are able, too.
Uściski!
Hugs!
czwartek, 7 maja 2015
Nowy Orlean cz.4: łakomczuchy/New Orleans part.4: foodie
Obiecywałam, nie. Magiczne Hansen's Sno-Bliz. Shaved ice (szejwd ajs xD), czyli nie mniej, nie więcej a 'golony/siekany lód'. Wolę tłumaczenie z golonym, brzmi zabawniej. Przybytek otwarty w 1939 (prawie 100 lat ma! te 24 lata szybko zlecą!) przez małżeństwo Ernesta i Mary Hansenów, był pierwszą tego typu miejscówką, gdzie można było spróbować tak popularnych w Ameryce lodów - zmielonego lodu polanego smakowymi syropami.
I promised, didn't I? To write about magical Hansen's Sno-Bliz. Shaved Ice is nothing else than frozen water which we call ice, which somebody put through a machine to shave it. The place was opened in 1939 (almost 100 years old! those last 24 will pass quickly!) by a married couple, Ernest and Mary Hansen and was one of the first places where you could try those so popular now in the USA ice cream - shaved ice with flavored syrups.
Otwarty jest tylko przez kilka godzin, w środku pachnie historią. Zakładam, że nic się nie zmieniło od lat '40. Może prócz niektórych smaków, dodania kilku(set?) zdjęć na ścianach, jakichś notatek, wycinków z gazet. I oczywiście pracowników. Można wyglądać młodo, ale nie aż tak. Farby na ścianach, meble i cała reszta wydają się być takie jak były 70 lat temu.
Opened just for a few hours ever day the place looks like pure history. I guess nothing really changed inside since '40, maybe just the flavors of syrups, adding a few more photos and newspapers notes on the walls, and of course people working there. You can look young but not THAT young. The color of the walls, furniture seem to remain unchanged.
Przyznać muszę, że czułam się na wpół jak w filmie, na poły jak w sklepie, który zwykli prowadzić moi dziadkowie, taki trochę po PRLowski klimat. I zdecydowanie PRLowska kolejka. Na szczęście nie trzeba było posiadać 'kartki', wystarczyły te ze zbyt poważnym prezydentem. Dzień nie był jakiś wybitnie ciepły, ale w środku tłoczno jak w PKP przed świętami.
I have to say I felt a little bit like in the movie and a little bit like in the store my grandparents used to work at, with that atmosphere of Poland between '50 and '80. And definitely the line was as long as the lines back then in Poland. The only thing we didn't need a special punch card to get Sno-Bliz, the bill with too serious president's face was enough. The day wasn't that warm, but inside was as crowded as in Polish train before Christmas.
Nie wygląda źle, prawda? Kolejka była za rogiem... Za czym kolejka ta stoi, na co w kolejce tej czekasz, co kupisz gdy dojdziesz, co przyniesiesz do domu... (dla nieświadomych, Krystyna Prońko - Psalm stojących w kolejce).
It doesn't look that bad, does it? The queue was just behind the corner... What is this line for, what are you waiting here for, what do you buy when you get there, what will you bring home? (Krystyna Prońko - Psalm stojących w kolejce [The Psalm of Waiting in the Line] - Polish song)
Dostaliśmy się do środka! Czyż nie jest pięknie?
We got inside! Isn't it beautiful?
Coraz bliżej i bliżej...
We're getting closer and closer...
I jeszcze bliżej...
And closer...
I wreszcie!
Finally!
Lody o smaku gumy balonowej. I coś jeszcze. Słodkie jak... aż mi brakuje jakiegoś sensownego porównania. No słodkie po prostu.
The bubble gum flavor. And something else. Both sweet as... so sweet that I lack right words to describe that experience. So sweet.
Obiadu nie potrzebowaliśmy po takiej rozpuście. Więc musieliśmy zaliczyć ich vintage tramwaje, czy jakkolwiek się to tłumaczy na polski. Tu z Addisonem czekamy. To dla tych, co się domagali, żeby go zobaczyć i nie wierzyli, że istniał (tak, mamo, w szczególności dla Ciebie xD).
After such a feast we skipped lunch, so we set off to find a street car. Here with Addison we're waiting for that vintage carriage. The photo is for those who asked it and didn't believe he existed (especially for my mom xD).
Aye! Więc na pokład. Przejechaliśmy tylko kawałek. Cena w sumie bardzo przystępna. Linie tych tak zwanych 'street car' (uliczne samochody? o.O) jest tu chyba lepiej rozwinięta, niż komunikacja w całej reszcie Stanów razem wziętych. I do tego tania, tylko $1. W porównaniu z cenami biletów w Atlancie na przykład.
Aye! Aboard! We rode it just a little bit. The price was so low, ant he lines of street cars are more developed than the rest of public transportation in the whole States probably. And the ticket is around $1 per ride. It's so inexpensive in comparison to Atlanta.
Jak widać, te urocze tramwajki są raczej atrakcją turystyczną...
As you probably noticed, turists use it mor often than anybody else...
Kolejnym punktem na liście była Karuzela (The Carousel - ta, konkretna karuzela, nie żadna inna). Zaintrygowani? Będzie sarkastycznie.
The next position on our list was The Carousel ('the' is here really important). Do you feel intrigued? I'll be sarcastic.
Jak ktoś by chciał się upić i tęsknił za dodatkowymi atrakcjami, to w jednym z hoteli Frencz Quarter można znaleźć karuzelę, którą dorośli polubią bardziej, niż dzieci. Ktoś wpadł na cudny pomysł i przerobił mechanizm na bar, także cały bar obraca się w przeciwnym kierunku względem wskazówek zegara. Ruch nie jest jakiś drastycznie gwałtowny, ot po prostu kręcisz się delikatnie w czasie kiedy barman serwuje Ci jednego drinka, a potem następnego i następnego, i następnego... i... tak dopóki nie zsuwasz się bezwładnie z siedzenia na podłogę a na Twoje miejsce wskakuje następny spragniony wrażeń turysta.
If you'd like to get drunk but it wasn't enough, you can find a special place at one of the hotels at French Quarter - a carousel which is more fun for adults than kids. Somebody had an idea to turn a real carousel into a bar, so now you can sit, drink and slowly spin, more rotate... around. It doesn't move fast but you can notice it while the bartender serves you one drink after another until you just slip down from your chair on the floor and another thirsty tourist takes your spot.
A tak na poważnie, sam bar ciężko jest znaleźć, nie ma przed nim krzykliwych billboardów czy znaków, chowa się w hotelowej restauracji (dodatkowy czynnik odstraszający potencjalne tłumy, bo przecież, czy wolno tak sobie wejść do środka i przejść przez hotelowe lobby, jeśli się tu nie mieszka?...), ale idea sama w sobie jest świetna. Jedyna przejażdżka w Nowym Orleanie gdzie musisz mieć ukończone 21 lat.
But speaking seriously, the bar is hart to find, you won't find any signs or billboards, it's hidden inside a hotel restaurant (additional discouraging factor - you have to walk trhou the whole lobby to get there, but are you actually allowed to do that if you aren't staying at the hotel?...), but I find the idea itself quite clever. The only ride in New Orleans you need to be 21 for.
P.S. Może się to stać w trakcie czekania w kolejce, bo jako, że wszystko się obraca, ciężko jest upolować jakieś siedzenie.
P.S. You may wait for a free spot until 21st birthday, because it's hard to find any, since the carousel rotates.
Sobota była zdecydowanie dniem poświęconym na jedzenie. Przechodząc koło Cafe du Monde zobaczyliśmy, że kolejka wcale nie jest taka długa (tylko kilku ludzi czekało, wcześniej były ich setki, dnia poprzedniego mam na myśli). Więc Addison stwierdził, że jak chcę, to teraz albo nigdy, bo on nie będzie później marnował czasu na czekanie.
Saturday was definitely a foodie day. Passing by Cafe du Monde we noticed the line isn't as crazy long as was before (just a few people, before we saw it at least a hundred). Addison said if not now, we will do it never, because he won't waste his precious time for waiting.
Kawiarnia została otwarta w 1886 roku, obsługuje klientów 364 dni w roku (zamknięta tylko w Boże Narodzenie i podczas okazjonalnych huraganów -> Katrina), 24 godziny na dobę (zastawiam się kto tam przychodzi o 2-3 w nocy...). Jest zatłoczona, pełna ludzi, chociaż obsługa przebiega dosyć sprawnie. Stolik się zwalnia, a Ty po prostu wskakujesz na miejsce, zanim ktokolwiek inny zdąży Cię wyprzedzić. Wtedy przychodzi ktoś, żeby pozbierać szklanki i talerzyki po poprzednich gościach a także zetrzeć grubą warstewkę cukru pudru z blatu. Wszystko dokoła pokryte jest cukrem pudrem! Menu jest proste: kawa/czekolada/woda, żadnego mleka sojowego, cudów niewidów i wymysłów, tylko mleko krowie, regularne. I oczywiście beignets - francuskie pączki, serwowane po trzy sztuki. Dla mnie to trochę takie 'zjedz i idź sobie', chociaż obsługa była bardzo miła, a zapewne nie jest łatwo być miłym przy takim natłoku ludzi.
The cafe was opened in 1886 and serves 364 days a year (closed on Christmas day and on hurricanes days -> Katrina), 24 hours a day (who does cone there at 2-3 am?...). It's crowded, jam packed with people, but the serving happens smooth. The table is free, you just go (run) to it, sit before anybody else does. Then a waiter appears to clean dishes after previous guests and the layer of powdered sugar. Everything around is covered with powdered sugar! The menu is kept simple: coffee/tea/soft drinks, no soy milk or any other fancy stuff, just regular milk if you wish. And of course beignets -french doughnuts. For me it looks like 'eat as fast as you can and go away', but the waiters are absolutely nice and as professional as they could serving so many people a day.
Ach! Jedna ze scen filmu Iluzja (2013) wspomnianego już wcześniej, także i tu była kręcona!
Ah! One of the scenes from mentioned before by me movie Now You See Me (2013) was made here, too!
Tak wygląda kuchnia, gdzie robią te pączkofaworki.
And that's how the kitchen looks like.
I nadeszły. Z moją bezmleczną i bezglutenową dietą złamałam tu wszystkie swoje zasady, ale i tak byłam podekscytowana. Addison dostał dwa pączkofaworki, ja tylko jednego. Było... warto. Mięciutkie, rozpływające się w ustach, jakby się chmury jadło. I jeszcze cukier puder. Idealna przekąska do kawy.
And they came! With my dairy- and gluten-free diet it was a crime, but I was excited anyway. Addison got two out of three beignets (serving size is 3 pieces), I got just one. It was... definitely worth trying - soft and melting in your mouth, with powdered sugar just completing the perfection. Like biting clouds. With coffee - there's nothing more you need.
A za naszymi plecami prócz bezdomnych, była też i muzyka na żywo.
And behind our back there were not only homeless, but live music.
Tego dnia po raz pierwszy w życiu spróbowałam też homara!
That was also the day when I tried a lobster for the first time in my life!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































