Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia/photos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia/photos. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2016

Arcos de Valdevez: Randka z Ceili/Arcos de Valdevez: a Date With Ceili

Ludzie czasem wpadają. Ludzie przychodzą i odchodzą. Czasem zostają na dłużej, czasem jest to tylko przelotne spotkanie na stacji kolejowej. Nigdy nie będziesz mieć pewności, jak długo ktoś z Tobą zostanie. Podróżowanie nauczyło mnie czerpać jak najwięcej z każdej danej nam minuty (i to może być też powód dla którego po jakimś czasem spędzonym z innymi potrzebuję też całkiem sporo czasu tylko i wyłącznie dla siebie, ale to osobna historia).
People visit. People come and go. Sometimes they stay for longer, sometimes it is just brief meeting on a railway platform. You will newer know. What travelling had taught me is to make the most of any given minute (and that also may be why after time around people I need lots of it just with myself, but that is something for another story).

Ceili jest jednym z tych ludzi, którym oddałam kawałek mojego serducha (powoli zaczynam myśleć, że serce ma nieskończoną możliwość dzielenia się na nieskończoną ilość kawałków które możesz oddać nieskończonej ilości ludzi). Poznałyśmy się na szkoleniu przyjazdowym w Bradze w listopadzie (kochany listopad!) - obie jesteśmy wolontariuszkami na EVSie (o którym napiszę więcej kiedyś). Blondynka z Estonii z piękną duszą i spokojną mądrością.
Ceili is one of those wonderful people who got a piece of my heart (I am starting to think hearts have infinite capacity of sharing them into infinite number of chunks, so you can give them away to infinite number of people). We met during On-Arrival Training in Braga in November (sweet November!) - she is also doing EVS (which about I will write more soon). Blond Estonian girl with beautiful soul and calm wisdom. 


Rzecz jest taka, że Arcos de Valdevez pokochałam szalenie, pomimo tego, że nic tutaj nie ma. Nic prócz gór i cudownych widoków które zapierają dech w piersiach. Minęło sześć miesięcy odkąd się tu przeprowadziłam, i każdego dnia jestem tak samo zachwycona jak na początku. Jakże  można inaczej, kiedy za każdym razem kiedy podnoszę głowę żeby się rozejrzeć dokoła mój wzrok natrafia ne te dumne szczyty ignorujące moją obecność. Kocham, kocham, kocham do granic możliwości.
The thing is, I do love Arcos de Valdevez madly, despite that nothing is here. Nothing but mountains and stunning views which take your breath away. I have been living here six months by now, and every single day I am amazed as on the beginning. How could I be not though, when every time I lift my head to look around there are those proud peeks (peaks?) ignoring my meaningless for their existence presence.  I could not be in love more.

Teraz wyobraź sobie coś bardziej idealnego niż osobą, którą kochasz odwiedzająca miejsce, które kochasz a Ty możesz jej to wszystko pokazać. Prawda?... Poszłyśmy do Kościoła, tego z najładniejszymi widokami na miasto, z najlepszymi zachodami po dniach pełnych deszczy. Spotkałyśmy nawet Pana Kota, który dołączył do nas w cichym podziwie dla Słońca pokornie zstępującego z nieba by zrobić miejsca Księżycowi i Gwiazdom. Połaziłyśmy jeszcze trochę, znalazłyśmy huśtawkę, pośmiałyśmy się i widziałyśmy zegar wodny, który ludzie uważają za całkiem interesujący.
Now, what could be more perfect than a person who you love visiting a place which you love and you get to be a guide? So you see... We went to the Church, the one with the prettiest of views for the town, with the best sunsets after rainy days. There was even Mr. Cat who joined us in silent admiration for humble Sun who made the space on the sky for the Moon and Stars. We walked around, found a swing,  laughed, saw the water clock which people consider quite cool.




Następnego dnia, pomimo niepewnej pogody i szarych chmur grożących deszczem, Ceili wykazała się odwagą by wraz zw mną i Jorge wspiąć się do Castelo. Po drodze natknęliśmy się na konie, otoczeni przez naturę przez większą część drogi. I Castelo był dumny jak zawsze. Śmieszna skała która odmówiła poddania się wpływowi czasu i ciągle próbuje być zamkiem. Cóż zrobić jak tylko usiąść i podziwiać otaczające nas piękno! Obudził się w nas duch eksploratorski, dlatego postanowiliśmy podążyć za drogą jeszcze wyżej, tylko po to by znaleźć kościół, chatkę i schronienie wykute w skale. Nie wiem, co to było za miejsce, ale ciekawość ciągle tli się w moim serduchu.
The next day, despite uncertain weather with heavy clouds and big chances for rain, Ceili was brave enough to climb up to Castelo with me and Jorge. There were horses on the way and lots of nature. And Castelo was proud as always. Silly rock which does not want to fall down. We sat there admiring the beauty surrounding us. Feeling explorey our steps lead us higher, just to find a church and a cottage, and a shelter carved in the rock. I do not know what this place was, but the curiosity stayed with my heart. 





Niewielka mżawka nie była nam straszna, ale nie wiem jak byśmy sobie poradzili z rzęsistym deszczem. Uh... Przygoda.
Little drizzle did not scare us, but I prefer to not think how it would be with heavy rain. Oh, well... Adventure. 

W Arcos jest jeszcze jedno miejsce, które przyprawia mnie o odrobinę szybsze tętno - Cafe des Flores, i ten dzień nie był by pełny bez niego. Kawa i herbata rozgrzały nas po spacerze. Znaleźliśmy czas żeby usiąść, wyschnąć i odpocząć w tym przytulnym miejscu w środku słodkiego niczego, które nazywa się Arcos.
There is a third spot in Arcos for which my heart beats a bit faster - Cafe des Flores, and this day would not be complete without it. Coffee and tea warmed us a bit after the climb. We found time to sit, dry off and rest a bit in this cozy little spot in the middle of my lovely nowhere called Arcos.











 


piątek, 1 kwietnia 2016

Madryt: Mercado de San Miguel/Madrid: Mercado de San Miguel


[To my sweet Spanish friends: please, be gentle with me! (: I am open for any of your advice what to see in your beautiful country!]

Skłamałabym, gdybym napisała że Mercado de San Miguel to najfajniejsze miejsce w Madrycie, bo zapewniam, że jeśli się tam wybierzecie, odkryjecie swoje własne ulubione zakątki. Ja mam jednak słabość do 'bazarów', przez to i ten skradł kawałek mojego serducha. Nie ma on nic z pięknego, pachnącego orientalnymi przyprawami wielkiego marketu w Stambule. Nic prócz tłumów.
It would be a lie to say Mercado de San Miguel is the most amazing place in Madrid, because I can ensure you that going there you will discover your own favorite spot/s. Personally I have that thing with markets, that is why this one got a tiny piece of my heart as well. However, the biggest part of it still belongs to Grand Bazar in Istanbul, with which Mercado has in common just crowds.

Sam w sobie nie jest nawet taki duży, natomiast oczy można nacieszyć kolorami i kształtami, kubki smakowe znajdą się w raju a węchowe otępieją. Wszystko oprawione w stylu dosyć hipsterskim, tym który kojarzy mi się z niektórymi kawiarniami, restauracjami i barami w Atlancie, dbałość o detale, piękna oprawa i estetyczny  bezkulturowy design. Nie mogło oczywiście zabraknąć ściany zamienionej w tablicę, czarną, taką, która się ze szkołą kojarzy.
The place it is not even that big, but your eyes will enjoy the colors and shapes, your tong will melt from all those flavors, and nose will be just too stunned by smells. Everything has the style I would describe as a bit hipster, which reminds me a lot about some cafés, restaurants and bars I liked in Atlanta, with details taken care of, kinda commercialized, aesthetic culture-less design.It would not be complete without a wall turned into a chalkboard.

Kiedyś już o tym wspominałam, że pochodząc z Polski do cen w większościach części świata mam podejście ciężkie, że niby wszędzie drogo. I tutaj było tak samo. Ceny przyprawiały o palpitację serca. Na szczęście rodowici mieszkańcy Madrytu mówią to samo: Mercado de San Miguel jest drogie. W końcu to tak typowo turystyczna miejscówka, że pewnie lepiej byście spożytkowali czas odwiedzając coś innego. Jeśli jednak jesteś typem podróżnika, dla którego jedzenie musi mieć odpowiednie estetyczną oprawę - śmiało tam właśnie skieruj swe kroki! Mnie ta hipsterska atmosfera całkiem się podobała.
I mentioned it somewhere before that growing up in Poland anywhere you go seems to be expensive. The same was here. The prices made my heart suffer. Thank God even Madrid born and raised people think it is an expensive place. After all Mercado de San Miguel is made especially for tourists. It is so touristic spot that you would do better visiting other spots. But if you are the type of a traveler who wants to have all those flavors in not that culturally placed context - definitely go there! You will enjoy that hipster atmosphere as much as I did!